Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 21 - 'Jeszcze pięć minut mamo...'

Dzień 16 - Perspektywa Stelli

Szósty dzień naszego wyjazdu. Jutro wracamy... Szkoda, naprawdę szkoda. Nie mam ochoty wracać do domu. Ten wyjazd był jednym z lepszych pomysłów odkąd znamy chłopców. Liam ma głowę nie od parady. Mam nadzieję że jeszcze kiedyś tu wrócimy. Ten tydzień był naprawdę fenomenalny. Spacery, ogniska, piosenki, śmiechy, zabawy, przyjaciele, jezioro, opalanie się... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność bo wspomnień było naprawdę sporo. Tak to już jest że wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Uniosłam głowę i rozejrzałam się wokół. Zayn i Harry trzymali po jednej mojej ręce uśmiechając się przy tym szeroko jakby to był największy skarb z jakim mieli do czynienia. Delikatnie wyswobodziłam dłonie z ich uścisku i zakładając uprzednio buty wyszłam z namiotu. Przy ognisku zobaczyłam śpiącego Niall'a. Był w śpiworze i jeśli dobrze myślę ktoś wyniósł go z jego namiotu. Uśmiechnęłam się na sam widok. No bo kto wychodząc z namiotu po sześcio-dniowym biwaku spodziewa się zobaczenia 19-letniego członka najpopularniejszego zespołu na świecie śpiącego w limonkowym śpiworze koło wypalonego ogniska trzymając w ręku misia z różową kokardką i stróżkiem śliny spływającym po policzku? Kto? No ja nie wiem. Chyba nikt się takiego czegoś nie spodziewał. Pokręciłam tylko głową i podeszłam do śpiącego chłopaka. Ukucnęłam przy nim i lekko nim potrząsnęłam.
- Niall, wstawaj - próbowałam obudzić Irlandczyka.
Chłopak tylko przewrócił się na drugi bok i wymruczał:
- Jeszcze pięć minut mamo...
Coś czułam że go nie obudzę. Postanowiłam zostawić to innym. Było bardzo wcześnie. Nad wodą zobaczyłam wschodzące słońce. Biegiem pognałam nad jezioro. Idąc pomostem doszłam na jego koniec. Usiadłam po turecku podpierając się rękami. Zapatrzyłam się na czerwono-żółtą kulę której promienie słoneczne odbijały się w równej taflii wody. Westchnęłam. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. To zabawne jak takie proste i zwyczajne rzeczy mogą wprowadzić ludzi w wspaniały nastrój.
- Piękny widok - zachwyciła się osoba siadająca obok mnie.
Podniosłam wzrok na ową postać. Był to chłopak o chytrym spojrzeniu, zielonych oczach i kędzierzawej fryzurze której teraz każdy kosmyk stał w inną stronę. Nawet w takim stanie wyglądał cudownie. Powiem więcej zaspany wzrok dodawał mu uroku. Dzięki promieniom słońca jego oczy były jeszcze bardziej zielone a dołeczki w policzkach jakby głębsze i bardziej wyraźnie. Był idealny w całej swej okazałości.
Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił gest.
- Zgadzam się. Jest piękny.
- Wcześnie wstałaś.
- Eh, chciałam zobaczyć wschód słońca - odpowiedziałam i ponownie zapatrzyłam się w mozaikę malującą się pomiędzy wodą a największą gwiazdą.
- Z każdym dniem coraz bardziej mnie zadziwiasz.
Zaśmiałam się.
- Taki był mój zamiar.
- Jesteś sprytna - rzekł chłopak i wstał. Otrzepał spodnie z niewidzialnego brudu i podał mi rękę. Chwyciłam ją i przy jego pomocy wstałam. Nogi mi trochę zdrętwiały ale to nie miało znaczenia.
Z daleka widać było że reszta już powoli wstaje. Dołączyliśmy do nich. Liam i Danielle zajęli się śniadaniem a my mieliśmy się ubrać. Oddalając się zobaczyłam że oni chyba wcale nie mają zamiaru robić tego śniadania. Co innego im w głowie.
Po kolei każde z nas się ubrało i wróciliśmy do zakochanych gołąbków.
- Co na śniadanie? - zapytał na wstępie Niall (a któżby inny).
- Omlety - odpowiedziała Danielle.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni. No bo jak można zrobić w środku lasu omlety? Nawet nie mieliśmy wszystkich składników. Spodziewaliśmy się raczej nieudanej jajecznicy albo ryb z wczoraj.
- Skąd wzięliście omlety? - zapytał podejrzliwie Lou.
Liam spojrzał niepewnie na Dan i westchnął.
- No dobra - zaczął. - Byliśmy w sklepie.
Wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nikt się nie spodziewał że ten który namówił nas na wyjazd i kompletne odizolowanie się od świata a także zabranie nam telefonów jest zdolny do kupienia śniadania w sklepie.

Po śniadaniu które było lepsze od wszystkich innych z całego tygodnia chłopcy gdzieś zniknęli. My postanowiłyśmy ten czas wykorzystać na małe poszukiwania. To był pomysł Kory. Chciała znaleźć nasze telefony. Ona po prostu nie może bez połączenia ze światem zewnętrznym. Danielle została na straży a my po cichu zakradnęliśmy się do samochodu. Kluczykami otrzymanymi od Dan otworzyłyśmy drzwi. Kornelia wskoczyła na miejsce kierowcy i zaczęła szukać we wszystkich zakamarkach naszych telefonów. Tuesday weszła do tyłu i także zaczęła poszukiwania. Ja zdecydowałam się na bagażnik. Nie wiedziałyśmy kiedy chłopcy wrócą dlatego bardzo się śpieszyłyśmy.
- Patrzcie co znalazłam! - krzyknęła Nela.
- Co? - odkrzyknęłyśmy.
Dziewczyna pokazała nam ową rzecz. Było to nic innego jak prezerwatywa. Wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Liam się przygotował - powiedziała Tues.
- Haha, nie spodziewałam się, ale okej - powiedziałam prawie płacząc ze śmiechu.
Wróciłyśmy do szukania. Od paru minut nie było rezultatów. Już prawie traciłyśmy nadzieję gdy...
- Mam! - powiedziała Tues unosząc do góry zdobycz.
Pisnęłyśmy z zachwytu.
- Liam idzie! - krzyknęła Danielle.
Serce nam przyśpieszyło. Szybko zabrałyśmy telefony i zamknęłyśmy samochód.
- Zatrzymaj go! - krzyknęłam.
Danielle popędziła do chłopaka i wpiła się w jego usta. Haha, ta dziewczyna wie jak szybko działać. Kornelia weszła do namiotu zakochanych i zostawiła kluczyki. Dałam znak Danielle że może już 'przestać' zatrzymywać chłopaka. Usiadłyśmy na konarach ustawionych przy ognisku że niby coś robimy. Liam i Dan jekko zawstydzeni podeszli do nas. Chłopak powiedział:
- Wynajęliśmy łódź, idziecie?
- Pewnie - powiedziałyśmy wspólnie.
- To się przygotujcie a my czekamy przy pomoście.
Przytaknęłyśmy i gdy tylko Liam oddalił się na bezpieczną odległosć wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Macie? - zapytała Danielle.
- Oczywiście - potwierdziłam.
- Znalazłyśmy też coś jeszcze - powiedziała powoli Kora.
- Co?
- Nie nic... Nic... - rzekła przeciągale Tues.
Dziewczyna popatrzyła na nas zdziwiona ale o nic więcej nie zapytała. Rozeszłyśmy się do swoich namiotów aby przebrać się w stroje kąpielowe. Wybrałam błękitno srebrne dwuczęściowe bikini. Na to ubrałam bluzkę na ramiączkach i poszarpane ciemne jeansowe szorty. Gotowa wyszłam z namiotu i razem z dziewczynami ruszyłyśmy nad wodę. Idąc przez pomost słyszałyśmy tylko gwizdy i świsty chłopców. To zadziwiające jak oni potrafią być czasem dziecinni. Przy ich pomocy weszliśmy na pokład. Była to naprawdę spora łódź. Cała biała z niebieskim pasem bo boku.
- Możemy ruszać? - zapytał Li stojąc za sterem.
- Tak.
- Jasne.
- Pewnie.
- RUSZAJMY! - krzyknęła Nelka wskakując na jedną ze skrzyń stojących przy barierce.
Liam przekręcił ster na tyle mocno że Kora zaczęła balansować na jednej nodze aby nie wpaść do jeziora. W ostatniej chwili złapał ją Niall ratując od prawdopodobnie niezbyt przyjemnego spotkania z wodą. Delikatnie położył dziewczyne na pokładzie a my wszyscy patrzeliśmy na jego czyn z otwartymi buziami. Kornelia nieco zarumieniiona schowała się za swoim dużym kapeluszem.
- Wow... - wykrztusił Louis.
Nic bardziej sensownego nie mogło powiedzieć żadne z nas. Po dłuższej chwili milczenia Liam powiedział powoli:
- Ruszajmy...
Pokiwaliśmy twierdząco głowami i rozsiedliśmy się na całym pokładzie. Usiadłam razem z Harry'm na 'dziobie'.
- Fajnie mi się z tobą rozmawiało dziś rano - powiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się pogodnie w moją stronę.
- Mi tak samo.
Jego zielone tęczówki zahipnotyzowały mnie. Czułam że mu ulegam, coraz bardziej i bardziej. Zbliżaliśmy się do siebie na coraz mniejsze odległości gdy... rozległ się stłumiony dźwięk typowy dla wielkiego parowca. Odwróciłam się w stronę źródła z którego prawdopodobnie dochodził usłyszany klakson. Okazało się że sprawcą całego zajścia był Zayn który machał do nas z kabiny sterowej. Chłopak najwidoczniej trąbnął w klakson. Nie mam pojęcia dlaczego ale w miarę myślenia i przypominania sobie rozmów z dziewczynami doszłam do wniosku że Zayn nie chciał abym pocałowała się z Hazzą.
Westchnęłam. Tak dalej nie może być. Muszę powiedzieć któremuś z nich tak. Ale któremu? Kiedyś bez namysłu powiedziałabym Harry ale dziś... gdy jestem i z jednym i z drugim tak blisko nie mogę zdecydować. Po prostu nie mogę...
Zayn dołączył do nas i podał mi jeden z trzymających w rękach koktajli.
- Co to było? - zapytałam.
- Przez przypadek nacisnąłem klakson - machnął ręką chłopak i usiadł obok mnie. 
Pokiwałam powoli głową i pociągnęłam łyk koktajlu. Poczułam znajomy smak... Trochę za bardzo znajomy...
- Zayn, co jest w tym napoju? - zapytałam.
- Pomarańcze, banany, truskawki, mango, limonka... - wymieniał Mulat ale ja mu przerwałam.
- Powiedziałeś mango? - zapytałam z trudem przełykając ślinę.
- Tak, mango...
- O Jezu - mruknęłam przerażona, wepchnęłam w ręce Harry'ego napój i popędziłam przez pokład w poszukiwaniu toalety. 
Wpadłam do niej z impetem i zakluczyłam się na klucz. Miałam potworne uczulenie na mango. Nie dość że dostawałam okropną wysypkę to jeszcze oczy zaczynały mi łzawić. Pomachałam sobie ręką przed twarzą ale to nie pomagało. Na dłoniach zaczęły pojawiać się małe pęcherzyki a oczy zaczęły strasznie szczypać. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i w mega ekspresowym tempie napisałam sms-a do Tues.

'Przynieś mi moją torbę do łazienki. Nagła sytuacja!!!'

Usiadłam. Teraz pozostało mi czekać. Kolana niemiłosiernie mi podskakiwały a na rękach wyskakiwało coraz więcej bąblów. Mogłam najpierw zapytać się co zawiera ten koktajl. MOGŁAM! Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko zerwałam się na równe nogi i zapytałam:
- Kto tam?
- To ja - odpowiedział mi głos przyjaciółki.
Otworzyłam drzwi i wciągnęłam ją do środka.
- Co się... - dziewczyna nie dokończyła bo pokazałam jej ręce.
- Mango? - zapytała ale chyba znała odpowiedź na pytanie.
- Tak.
- Ale jak?
- Zayn przyniósł koktajl z mango. Nie wiedziałam że tam jest...
- Gafa.
- Noo - przytaknęłam i wygrzebałam z torby maść przeciw uczuleniom.

- Przepraszam za ten koktajl - powiedział chyba po raz tysięczny Zayn.
- Ile razy mam ci powtarzać że nic się nie stało? - zapytałam pogodnie.
- Nie wiem, naprawdę mi przykro... - westchnął chłopak.
- Zayn... Skąd mogłeś wiedzieć że mam uczulenie na mango? Nie mogłeś. Po prostu takie rzeczy się zdarzają. Miałam szczęście że zabrałam tą maść, bo inaczej byłoby kiepsko - zaśmiałam się na samą myśl.
- Dobrze że nie jesteś zła. Nie chciałbym się z tobą pokłócić.
Nastała cisza, ale dla nas dwojga nie była ona męcząca. Wprost przeciwnie. Patrzałam się w te jego czekoladowe tęczówki wspaniale odbijające światło księżyca i nie mogłam się oderwać. On miał w sobie to coś co przyciągnało cię do siebie niczym magnes.
Przygryzłam dolną wargę i pocałowałam chłopaka w policzek.
- Dobranoc - rzekłam i oddaliłam się w stronę namiotu.
- Śpij dobrze - usłyszałam za sobą.
Ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Pełen niezapomnianych wspomnień i cudownych chwil. Świetnie się bawiłam. Z tymi chłopakami najzwyczajniej w świecie nie ma czasu na nudę. Zawsze coś się dzieje i to jest super.
Weszłam do namiotu gdzie Hazza już słodko spał. Pocałowałam go w policzek i wsunęłam się pod swój śpiwór. Harold zamruczał cicho i chyba nawet uśmiechnął się przez sen...

 
~*~
Hah, co sądzicie? ^^ Mi osobiście podoba się ten rozdział. Pracowałam nad nim pare dobrych dni i w sumie miał pojawić się później bo czekałyśmy na te 7 komentarzy no ale nie chciałam Was dłużej męczyć i postanowiłam skrócić tą mękę i dodać rozdział szybciej. Mam nadzieję że jesteście zadowolone :D Jak widzicie Stella nadal nie może wybrać któregoś z chłopców i jak narazie nie zanosi się aby w najbliższym czasie się to zmieniło. Zdecydowałam dodać parę ciekawych - i romantycznych - wątków w wykonaniu naszego trójkąta (^^) do tego rozdziału :D Piszcie w komentarzach swoje opinie i zadawajcie pytania w notce 'Pytania do bohaterów #0' ;) Pozdrawiam: Agata - @horalek4ever xx

5 komentarzy:

  1. Genialny ! ;))
    Nominowałam Cię do Liebster Awards . ;)
    Wejdź do mnie po więcej info ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział ;p

    http://and-little-things-1d.blogspot.com/


    http://one-direction-opowiadanie-i-inne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja ci już kiedyś mówiłam, że cię koffam ? Jak nie, to teraz to mówię !
    Bardzo podoba mi się rozdział... Muszę zapamiętać, że Stella ma uczulenie na mango :D
    Do tego w końcu odzyskały telefon ... i znalazły "coś" xD
    Czekam na kolejny ... o matko ... który będzie z perspektywy Kory ... no nic, biorę się do pisania <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze świetny rozdział :D czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. roździał świetny. Jej chce wiedziec czy wybierze Zayna czy Harrego? :D to już za długo się ciągnie xD Czekam na nn.
    A i co one znalazły w aucie jeszcze? :D
    zapraszam do mnie: dreamergirlxoxo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń