Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 20 - "Rozpoczynasz wojnę, wiesz?"


Dzień 13 - Perspektywa Tuesday.

Ten biwak to był naprawdę świetny pomysł. I choć nie uśmiechał mi się na początku pomysł kompletnego odcięcia się od rzeczywistości teraz jakoś zmieniłam zdanie. To nam wszystkim wyjdzie na dobre. Liam wiedział co robi urządzając nam mały terror.  Odpoczniemy, nabierzemy sił i chęci do życia. Same pozytywy! 
Rankiem, gdy słońce zaczęło wschodzić byłam już rozbudzona. Poczułam chęć do porannych ćwiczeń. Wszyscy jeszcze spali. Wszyscy oprócz Liama i Danielle. No chyba, że jęczeli przez sen co wydawało mi się dość nieprawdopodobne. Ale... Robili to całą noc?... Trochę niezręcznie było mi biegać, skakać i wyprawiać inne cuda dookoła namiotów tych dwóch gołąbeczków, więc nie ruszyłam się ze swojego miejsca. Nie uśmiechało mi się bezczynne czekanie obok chrapiącego Lou, więc kiedy dzikie krzyki z ust LeeYum'a i jego dziewczyny ustały wyszłam na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Pobiegałam chwilę w miejscu i zauważyłam, że koło krzaka coś się rusza. To na pewno nie był Borys... Podeszłam bliżej i zobaczyłam Zayna palącego papierosa. Co jak co, ale od kiedy poznał Stellę starał się to ograniczać. Lecz bardziej zdziwiło mnie to, że posiada swój narkotyk, choć rzekomo Liam mu go zabrał... 

- Co tu robisz? - zapytałam siadając obok niego. 
- To ty... - chłopak zaczerwienił się. - Nie mów nic Liamowi, proszę. 
- Nic nie powiem, jeśli ty zdradzisz mi czemu siedzisz tu o tej porze z papierosem w ustach. No, słucham. - Skrzyżowałam ręce i oblałam go morderczym spojrzeniem. 
- Ja po prostu myślę. 
- Nad czym możesz myśleć w środku lasu? Chyba nie o maśle orzechowym... 
- O Stelli myślę, o Stelli. - Westchnął cicho Mulat i zgasił papierosa na małym kamyku, który leżał przed nim. 
- Mógłbyś może trochę jaśniej? - zapytałam, przewracając oczyma. 
- Byliśmy wczoraj na spacerze. 
- Wow, to taaakie niezwykłe. - Zachichotałam. 
- Żebyś wiedziała... Chciałbym ją mieć tylko dla siebie. A nie dzielić się nią z Harry'm. Ten gość już mocno mnie denerwuje. 
- Zayn, co ty opowiadasz... Jesteście przyjaciółmi. Nawet nie waż się mówić, że jest inaczej. Mówiłam Stelli, żeby... Żeby... Lepiej wyrzuć dobrze tą fajkę, żeby Li jej nie znalazł. On ma oczy jastrzębia. -  Zebrałam się na sztuczny uśmiech i odeszłam w stronę środka naszego obozowiska, gdzie powoli zaczęła zbierać się reszta. 

Poranek minął nam dosyć przyjemnie. Zjedliśmy nieco nieudaną jajecznicę i postanowiliśmy wziąć kąpiel w pobliskim stawie. Podzieliliśmy się na grupy - męską i żeńską. Chłopcy nie byli zbyt zadowoleni, to można było zobaczyć w ich oczach. Myśleli, że będą mogli sobie bezkarnie na nas popatrzeć... Cóż, nie jesteśmy na plaży nudystów tylko na biwaku w lesie. A to jest zupełnie co innego. Wzięłyśmy szczoteczki do zębów, świeże ciuchy, płyny do kąpieli i grzebienie do włosów i poszłyśmy pod "prysznic". Wbrew pozorom nie było tak najgorzej. Dało się znieść. 

- Dan, masz coś na szyi - zaśmiała się Stel wskazując palcem miejsce, na którym widniała dorodna malinka.
- Emmm... Chyba coś mnie ugryzło... - zawstydziła się.
- Och tak, z pewnością. Czyżby to COŚ nie miało przypadkiem na imię "Liam"? - uśmiechnęłam się znacząco.
- Skąd... Skąd ten pomysł...
- Daj spokój, dziewczyno. Wszyscy słyszeliśmy co tam się u was w nocy... - zaczęła Kornelia.
- I nie tylko w nocy - dodałam.
-... Co tam się u was w nocy, I NIE TYLKO, działo. No. - skończyła z ironicznym uśmieszkiem Nelka, poczym poklepała mnie po ramieniu i udając wzruszoną, teatralnie powiedziała: - Och, prawda że to urocze robić takie rzeczy praktycznie pod gołym niebem w środku lasu?
- Ciekawe kiedy sytuacja się powtórzy ale z tobą i Niallem w roli głównej. PANI HORAN - wykrztusiła przez śmiech Stel.
- Kochanie, nie denerwuj mnie, bo cię Lunką poszczuję, o. - Kornelia skrzyżowała ręce i nadumała się. - Z resztą nigdy czegoś takiego nie usłyszycie. Nie jestem taka jak wy...
- Taka jak my, to znaczy...? - zapytałam czesząc świeżo umyte włosy.
- Powiedziałabym "zboczona", ale to mijałoby się z prawdą... Dziewczyny, kogo ja oszukuje - uniosła kąciki ust nasza "Królewna". - Ale za nim między mną a tym głodomorem do czegokolwiek dojdzie, miną wieki. Mówię wam, wieeeki.
- Zobaczymy kto będzie pierwszy. Ty i Nialler czy Stella i... - tu już nie wiedziałam co powiedzieć. Harry? A może Zayn? A może lepiej było nie zaczynać tego tematu? Wolałam nie wspominać o mojej porannej rozmowie z Malikiem. TO by tylko pogorszyło sytuację.
- Harry czy Zayn? - dokończyła za mnie Danielle.
- Dobre pytanie. Właściwie sama nie wiem. Lubię ich tak samo. Nie chcę zranić któregoś z nich, to by było wstrętne... - Stella skrzywiła się na samą myśl o tym, że mogłaby im coś takiego zrobić.
- Wolisz, żeby cierpieli wewnątrz siebie, kłócili się ze sobą i toczyli o ciebie nieustanne walki? Chcesz ich tak oszukiwać? Po co robisz im nadzieję... Albo jeden, albo nikt. Zapamiętaj to. Powiedz im otwarcie i szczerze, że chcesz być dla nich tylko przyjaciółką. Ech. Czemu to wszystko jest takie skomplikowane.
- Dzięki, Tues. Ale i tak tego nie zrobię - uśmiechnęła się do mnie.
- Skoro już jesteśmy przy tym temacie... - zaczęła Nel.
- Już się boję - zaśmiała się Stella.
- Co wczoraj wydarzyło się na tym spacerze? - dokończyła to, co zaczęła.
- Absolutnie nic... Rozmawialiśmy i tylko tyle. Gdyby doszło do czegoś więcej nie mogłabym spojrzeć Harry'emu w oczy...

***

W południe, gdy chłopaki postanowili odkryć w sobie siłę pierwotnych wojowników i poszli zdobywać pożywienie dla swojej osady, ja z dziewczynami i Niallem, który postanowił spędzać czas z dala od jedzenia jeszcze niegotowego do spożycia postanowiłyśmy trochę poodpoczywać i przy okazji opalić się trochę, wyłożyłyśmy się na kocach i w ciszy i spokoju cieszyłyśmy się chwilą. Payne nie dał nam żadnego zajęcia (tak, to dziwne), więc mogłyśmy skorzystać z wolnego czasu w jakikolwiek chciałyśmy sposób. O Irlandczyku kompletnie zapomniałyśmy. Zamknęłam oczy i relaksowałam się, gdy nagle...
- CHLUP! - Oblał nas strumień lodowatej wody.
To musiało wyglądać dziwnie. Stadko dziewczyn goniło po lesie wielką gwiazdę pop z pustym wiadrem w ręku. Kiedy przebiegliśmy koło wędkujących chłopców, ze zdziwienia omal nie wpadli do wody - przynajmniej tak mi się wydawało. Nie dziwię im się. Przebiegliśmy ładne kółko. Kiedy przybiegliśmy do naszych namiotów reszta już na nas czekała i uśmiechała się radośnie.
- Dobra robota, Niall - Harry przybił mu piątkę i uniósł kąciki ust jeszcze wyżej. 

- NIAAAAAAAAAALLLLEEEEEERRRRR! - wrzasnęłyśmy z wściekłością. W tym momencie nasz kochany żarłok powinien wszystkim powiedzieć, że z nami nie należy zadzierać. Po chwili zaczęłyśmy go gonić po całym lesie.


- Dzięki. Choć w pewnym momencie myślałem, że naprawdę mnie dogonią.
- Że co?! - Nela wybuchła. - Więc mówisz, że oblałeś nas tą wodą i zmusiłeś do biegu tak o, bez powodu?!
- Spokojnie, dziewczyny. Przynajmniej polepszyłyście kondycję. I popatrzcie, jak teraz jesteście ładnie opalone przez tą wodę - powiedział Liam. 
- Oj tak, bardzo ładnie - Lou zjeżdżał palcem po moim ramieniu. To było takie przyjemne, ale musiałam zareagować. 
- Hej, hej. Rączki przy sobie kolego. Najpierw spiskujesz przeciwko mnie, a potem domagasz się nagrody przez jedno miłe słówko? O nie, nie, kochanie - zrobiłam "dzióbek" i poruszałam głową, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. 

***

Girl I see it in your eyes you're disappointed
Cause I'm the foolish one that you anointed with your heart
I tore it apart
And girl what a mess I made upon your innocence
And no woman in the world deserves this
But here I am asking you for one more chance

Can we fall, one more time?
Stop the tape and rewind
Oh and if you walk away I know I'll fade
Cause there is nobody else

It's gotta be you
Only you
It's gotta be you
Only you


Gwieździste niebo, gitara, grono najlepszych przyjaciół, ukochany chłopak czule cię obejmujący, który śpiewa ci miłosne piosenki. Czy to nie jest wieczór idealny? Dla mnie właśnie jest. Właściwie coraz bardziej przekonywałam się co do tych całych "wakacji". Dzięki, Liam. 

***

Dzień 14 - Perspektywa Tuesday

- Dobra, no to kto będzie na tyle odważny i wejdzie na to drzewo? - zapytam robiąc sobie z dłoni "daszek' którym częściowo odizolowałam światło od moich oczu. 
- Ja na pewno nie - powiedziała Kornelia z niezbyt szczęśliwą miną. - Moje dłonie by tego nie przeżyły. I tak już niszczyłam sobie paznokcie, pfff.
- To może ja? - zaproponował Niall. 
- Sorrki, chłopcy, ale jesteście zbyt ciężcy. A więc... - przeleciałam wzrokiem twarze przyjaciół i zatrzymałam się na Stelli. Zmieniłam ton głosu na niski i powiedziałam: - Szanowna obywatelko, zostałaś wytypowana do gry o dzikie owoce z tego jakże pięknego drzewa.
- Właściwie czemu nie. Mogę spróbować. 
- Ale ja manicure'u już ci nie będę robić, kochanie - Nelka wykrzywiła się w nieco dziwnym uśmiechu. 
- No to wchodzę. Uhm. 

Stel przytrzymała się gałęzi i zaczęła przeć do przodu jakby na drzewach spędziła całe swoje życie. Zauważyła duże, soczyste jabłko i sięgnęła po nie, aby je zerwać. Wtedy właśnie przeżyłam mały zawał serca.Stella poślizgnęła się i przez chwilę balansowała na krawędzi gałęzi. Niestety nie dała rady się utrzymać i... Spadła prosto w ramiona Zayna. 

***

- Kurcze, ale jak ty to człowieku zrobiłeś?! - Niall był zachwycony szybkością i zręcznością Mulata. 
- Jak Superman - Stel uśmiechnęła się szeroko i poczochrała swojego wybawcę po głowie na co on uniósł się ze swoją dumą jeszcze wyżej, a Harry zawył w duchu z bólu. 
- Gdybym stał bliżej... - zaczął kędzierzawy chłopak, ale natychmiast przerwał mu Irlandczyk. 
- To była niesamowita akcja! Gdybym tylko miał komórkę napisałbym  o tym na Twitterze! Wyobrażacie sobie jakie byłoby szaleństwo? 

***

Dzień 15 - Perspektywa Tuesday

- Co miała znaczyć ta wczorajsza akcja, co? Mieliśmy umowę, ale ty jak zwykle musisz coś schrzanić. Działasz mi już na nerwy.
- To samo mógłbym powiedzieć o tobie – warknął Zayn.
- Ja przynajmniej dotrzymuje słowa i przestrzegam zasad.
- Styles, nie rozśmieszaj mnie… Starasz mi się ją odbić. Myślisz, że tego nie widać?
- Może byłoby prościej gdybyś dał już sobie z nią spokój. I tak jej nie dasz tego czego ona chce – powiedział z wyższością Harry.
- Taaaa, akurat, bo ty jej to dasz. Robi się coraz zabawniej.
- Rozpoczynasz wojnę, wiesz?
- Haha, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I tak nie wygrasz, nie łódź się. 

~*~

Cześć, kochani! To znowu ja, Majka. Tym razem padła kolej na mnie, a więc mieliście okazję przeczytać jeden, duży rozdział ode mnie :)  Zakończenie celowo takie "inne". Tues po prostu podsłuchała rozmowę chłopców. Wiecie co... Przyznam szczerze, że pod poprzednim rozdziałem zostawiliście malutko komentarzy co nam się nie spodobało. Chyba znowu powrócimy do starej formuły. 7 komentarzy = nowy rozdział. Co wy na to? Aha, przypominam, że możecie zadawać pytania bohaterom naszego opowiadania poniżej (post pt. "Pytania do bohaterów #0"). Pozdrawiam.

@MajaMichalska

4 komentarze:

  1. rozdział jak zawsze świetny :D czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, Majeczko ;*
    Tutaj w ręcz idealnie rozwinęłaś akcję z Hazzą, Stellą i Zaynem <3 Podoba mi się cały rozdział, ale miałam nadzieję, na ciut więcej Lou i Tues ;/ Dobra, nie ważnę. Czekam na kolejny, z perspektywy Agi <3
    Gratuluję ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój blog jest świetny, czekam na nn.
    Nominuję Cię do Libster Award! ♥
    Inf u mnie.
    http://dreamergirlxoxo.blogspot.com/
    Pozdro xoxo

    OdpowiedzUsuń